Okiem widza

Mamy szczęście, mamy możliwość obejrzenia i wysłuchania IL TRESPOLO TUTORE w COLLEGIUM NOBILIUM. Ta barokowa opera buffa/komiczna/, napisana przez Allesandro Stradellę, wykonana została po raz pierwszy w wersji oryginalnej po roku 1679 za sprawą INSTYTUTU OPERY: Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza, Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina, Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Reżyser Paweł Paszta realizuje ją jako część praktyczną swojej pracy doktorskiej w Akademii Teatralnej pod opieką dr. hab. Jarosława Kiliana a od strony muzycznej dr. prof. Artura Stefanowicza. Dyryguje Andrea De Carlo, który od wielu lat bada twórczość Allesandro Stradelli i jest jej wytrawnym znawcą. Sprawnie poprowadził młodych muzyków z Uniwersytetu Muzycznego.

Fabuła libretta to w zasadzie zabawna i prosta farsa w swej strukturze i kształcie oparta na komedii dell’arte. Częste pomyłki, przypadkowe, zaskakujące spotkania,  komiczne sytuacje, zestawienie kontrastujących charakterów bohaterów, zamiana płci doskonale wyostrzają znakomite, bogate plastycznie, kolorowe kostiumy Marty Kodeniec i sugestywna, adekwatna do nich charakteryzacja Anny Sawickiej oraz sugerowany jarmarczny czy cyrkowy anturaż /podest=arena, kurtyna= zasłona w tle/stworzony scenograficznie przez Macieja Krajewskiego. Zabiegi te budują przyjemną atmosferę, tworzą zabawny nastrój, podkręcają dramaturgiczne napięcie. I sprawiają, że operowe opowiadanie o perypetiach miłosnych bohaterów nie trąci myszką. Pokazane z dystansem, z przymrużeniem oka, poczuciem humoru bawi i wzrusza. Mimo wszelkich aluzji, dwuznaczności, podtekstów szczerze, młodzieńczo, wiarygodnie wybrzmiewa. Błazenada, konwencja łagodziła ostrość prawd życiowych, obłaskawiała ślepy los, ciepło, pobłażliwie charakteryzuje bohaterów.

Ale przede wszystkim miłość uszlachetniała tu prozę życia, osładzała jego mordęgę, oswajała przypadkowość, paradoksalność. Uwznioślała niedoskonałego człowieka, który w swej nieporadności, ułomności z trudem wyraża swoje prawdziwe uczucia, z wielkim wysiłkiem walczy o wzajemność, zainteresowanie, spełnienie. I mimo porażek, wynikających z błędnych wyborów,  stosowanych środków, które srodze zawodzą, próbuje nadal zdobyć wybrańca. Skupiała na tym, co najważniejsze-wydobywała i wyrażała głos wewnętrznego piękna, dobra, niewinności, płynący z głębi duszy, prostego serca, swojej natury.

W operze najważniejsza jest muzyka i popisy wokalne śpiewaków. Te nie zawodzą. Zdumiewają melodyjnością, kunsztem i energią. Wykonawcy zaskakują doskonałą grą aktorską, kondycją, sprawnością. Urocza, delikatna, piękna jest wstydliwa ponad miarę niewinnie subtelna Artemisia Pauliny Tuzińskiej,  która nie potrafi skutecznie wyznać uczuć swojemu opiekunowi, Trespolo Andrzeja Lenarta, człowiekowi mało atrakcyjnemu, znacznie od niej starszemu, którego kocha raczej jak ojca, choć sobie tego nie uświadamia. Artemisia wzrusza, zaskakuje, pięknie daje nam poznać śpiewem skalę przeżywanych uczuć. Na szczęście, o paradoksie!, Trespolo  kocha bez wzajemności intrygującą, drapieżną, wyrazistą Despinę Marty Huptaś.  Najbardziej znacząco zwraca uwagę zakochany w Artemisii czarujący, liryczny Nino Rafała Tomkiewicza.  Przejmujący, zdolny kontratenor- raz zabawny, beztroski Arlekin, na koniec smutny, tragiczny Pierrot. Przechodzący zdumiewającą osobowościową metamorfozę Ciro Magdaleny Pikuły/kobieta grająca rolę męską/ i bardzo ciekawa, pełna pretensji do korzystania z uroków życia niania Simona, grana brawurowo przez Mikołaja Zgódkę/mężczyzna w roli żeńskiej/ sprawiają, że tożsamości bohaterów są nieoczywiste, narracja jest przewrotna, intrygująca, niejednoznaczna i znajomo współczesna.

Miesza się w tym spektaklu wysokie z niskim. Godzi, współistnieje. Przenika. Daje do zrozumienia, że takie jest życie, świat, człowiek. Losy jego. Reżyser Paweł Paszta doskonale podkreślił te sprzeczności, które się w swej istocie dopełniają: iluzję i real, scenę i kulisy, aktorów asystujących obok występujących, smutek i radość, młodość i starość, miłość i powinność, nowoczesność i tradycję, przygotowania do wystawienia opery i jej ostateczny kształt sceniczny. Dzięki zbiorowej symbiozie artystycznej, zjednoczeniu sił twórczych pięknie na powrót zaistniała ta zapomniana przez 250 lat opera. Szkoda, że tak krótko będzie wykonywana w Collegium Nobilium. Śpieszcie się ją zobaczyć, bo bardzo jest udana, zabawna. Pieczołowicie, profesjonalnie przygotowana, z młodzieńczą fantazją i werwą wykonana. Emocjonuje i elektryzuje zachęcając do głębszego zainteresowania sztuką operową.  Przekonajcie się osobiście. Powodzenia:)