Barokowa opera odzyskała swój blask

Miłość ze swej natury wcale nie musi dotyczyć tylko ludzi młodych. Marzą o niej wszyscy. Jednak kiedy oglądamy przedstawienie, w którym opowiadają o niej artyści bardzo młodzi, to staje się ona wiarygodna i przekonująca. Profesor dr hab. Ryszard Peryt, dyrektor Instytutu Opery w warszawskiej Akademii Teatralnej, witając przybyłych na premierę gości podkreślił, że „Il Trespolo tutore”, barokowa opera skomponowana przez Alessandro Stradellę, która jest właśnie wystawiona w Collegium Nobilium w oryginale po raz pierwszy na świecie po 1679 roku, jest wspólnym dziełem studentów i absolwentów Akademii Teatralnej, Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Młodość dotyczyła nie tylko wykonawców, bo reżyser przedstawienia, Paweł Paszta, to były student Ryszarda Peryta, który zrealizował spektakl jako część praktyczną swojej pracy doktorskiej w AT, a dyrygentem spektaklu jest Andrea De Carlo – od wielu lat badający twórczość Alessandro Stradelli, który w ramach międzynarodowego projektu pracuje z polskimi studentami i tym razem z ogromnym przejęciem poprowadził Orkiestrę Instrumentów Historycznych Zakładu Muzyki Dawnej UMFC. Orkiestrę złożoną głównie ze studentów tego Zakładu, którzy tak jak wykonawcy z wielkim zaangażowaniem starali się pokazać artyzm i oryginalność drugiej w historii opery buffa (po „Il Girello” Jacopo Melanniego z prologiem jednakże właśnie Stradelli). Fabuła libretta autorstwa Cosimo Villifranchiego nawiązuje do struktury komedii dell’arte. Właśnie dlatego realizator przedstawienia nawiązał do błazeńskich popisów ludowej komedii włoskiej, co widać w kreowaniu poszczególnych postaci. Mamy więc w operze typy sceniczne w rodzaju Pierrota, Colombiny, Arlekina czy Poliszynela, ale ich przynależność gatunkowa zaznaczona jest głównie strojem i zachowaniem. W tle nie ma kolorowego prospektu z budowlami, a tylko jednokolorowe płótno, czyli sięgnięto do tradycji teatru prowizorycznego, który swoje przedstawienia pokazywał pod gołym niebem.

W stworzonej przez Macieja Krajewskiego scenografii na scenie znajduje się okrągłe podwyższenie, na którym soliści popisują się swym kunsztem aktorskim i wokalnym, a inni aktorzy, nie biorący w danej chwili udziału w akcji, asystują im, czyli spuszczają rekwizyty na linach, pomagają w realizacji „teatralnych cudów”, obsługują spektakl od strony technicznej, a nawet – tak jak Ciro (Magdalena Pikuła) – w przerwie przyglądają się z zaciekawieniem temu, co dzieje się na widowni. Intrygujące odwrócenie ról przypomniało wszystkim, że w teatrze obserwują się wzajemnie jego dwie strony.

W premierowym przedstawieniu zobaczyliśmy zaskakującą obsadę. Opiekun Trespolo, zdenerwowany swoimi przeciągającymi się amorami do ponętnej Despiny, postanawia w końcu wydać swoją podopieczną Artemisię za nianię Simonę. Ten zabieg wówczas prześmieszny, ale w czasach gdy mężczyźni śpiewali wszystkie role kobiece dość oczywisty, został przez Pawła Pasztę poszerzony – oto jednym z pierrotów, czyli Ciro, jest przeurocza, ale także pełna rezolutnego humoru Magdalena Pikuła. Z łatwością przechodzi ona od postaci wiejskiego głupka do zakochanego młodzieńca, choć serca publiczności podbił Mikołaj Zgódka, który w rewelacyjnym przebraniu gra starą nianię Simonę, pełną powabu i pretensji do życia – chętnie dla pieniędzy pojmie za żonę swoją wychowankę. To mocno genderowe potraktowanie postaci wprowadza do przedstawienia jeszcze więcej komicznych sytuacji, bo widz musi się zastanawiać, dlaczego powstają takie, a nie inne związki i sytuacje miłosne.

Obie partie damskie zagrały przepiękne śpiewaczki. Jako Artemisię w premierowym przedstawieniu zobaczyliśmy Paulinę Tuzińską, która doskonale poradziła sobie z bardzo wymagającą rolą. Jej bardzo liryczny głos doskonale pasuje do spektaklu, w którym młoda solistka musiała także być pełna wdzięku i powabu. Robi to z naturalnym i wrodzonym sobie talentem. Publiczności podobała się także Marta Huptas, która w małej roli Despiny potrafiła mocno zaznaczyć swoją obecność w operze. Jej bardzo ciekawy sopran nie został do końca wykorzystany w tym przedstawieniu, bo rola jest zwyczajnie za mała. Rafał Tomkiewicz to świetnie zapowiadający się polski kontratenor, a główna rola Nino w przedstawieniu dała mu szansę pokazania jak doskonale potrafi wydobyć komizm z roli bardzo dramatycznej. W roli tytułowej zobaczyliśmy Andrzeja Lenarta, który dobrze poradził sobie z niezwykłym zadaniem stworzenia postaci starego człowieka uniesionego szałem miłości. Do tego odegrał on w przedstawieniu – kończącym się pokazaniem początku, czyli prób czytanych – rolę przewodnika i zrobił to z całą odpowiedzialnością za powierzony mu przez reżysera obowiązek.

Orkiestra Instrumentów Historycznych Zakładu Muzyki Dawnej UMFC, choć złożona ze studentów, z wielkim namaszczeniem podczas elementów lirycznych, ale także żywiołową radością w partiach komicznych, zagrała tę dość długą operę. Dzięki Andrei de Carlo mogliśmy posłuchać muzyki bardzo oryginalnego, choć od wieków zapomnianego kompozytora. Spośród muzyków największą uwagę widzowie zwracali na grającego na teorbie Filipa Zielińskiego, który wykonywał swoje partie z zacięciem podobnym do muzyka z rockowej kapeli.

Widzowie bardzo żałowali, że na oklaskach nie pojawiła się Marta Kodeniec, która zasłużyła na specjalne brawa za przepiękne i funkcjonalne kostiumy, które stanowią malownicze uzupełnienie tego przedstawienia. Tych którzy zechcą wybrać się do Teatru Collegium Nobilium zachęcam, bo będzie to wieczór niezwykły. Pełen miłości, radości i młodzieńczego szaleństwa. Przedstawienie w stylu barokowowym, ale jakże nowoczesne.

 

 

OKIEM WIDZA

 

 

  • Mamy szczęście, mamy możliwość obejrzenia i wysłuchania IL TRESPOLO TUTORE w COLLEGIUM NOBILIUM. Ta barokowa opera buffa/komiczna/, napisana przez Allesandro Stradellę, wykonana została po raz pierwszy w wersji oryginalnej po roku 1679 za sprawą INSTYTUTU OPERY: Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza, Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina, Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Reżyser Paweł Paszta realizuje ją jako część praktyczną swojej pracy doktorskiej w Akademii Teatralnej pod opieką dr. hab. Jarosława Kiliana a od strony muzycznej dr. prof. Artura Stefanowicza. Dyryguje Andrea De Carlo, który od wielu lat bada twórczość Allesandro Stradelli i jest jej wytrawnym znawcą. Sprawnie poprowadził młodych muzyków z Uniwersytetu Muzycznego.
  • Fabuła libretta to w zasadzie zabawna i prosta farsa w swej strukturze i kształcie oparta na komedii dell’arte. Częste pomyłki, przypadkowe, zaskakujące spotkania,  komiczne sytuacje, zestawienie kontrastujących charakterów bohaterów, zamiana płci doskonale wyostrzają znakomite, bogate plastycznie, kolorowe kostiumy Marty Kodeniec i sugestywna, adekwatna do nich charakteryzacja Anny Sawickiej oraz sugerowany jarmarczny czy cyrkowy anturaż /podest=arena, kurtyna= zasłona w tle/stworzony scenograficznie przez Macieja Krajewskiego. Zabiegi te budują przyjemną atmosferę, tworzą zabawny nastrój, podkręcają dramaturgiczne napięcie. I sprawiają, że operowe opowiadanie o perypetiach miłosnych bohaterów nie trąci myszką. Pokazane z dystansem, z przymrużeniem oka, poczuciem humoru bawi i wzrusza. Mimo wszelkich aluzji, dwuznaczności, podtekstów szczerze, młodzieńczo, wiarygodnie wybrzmiewa. Błazenada, konwencja łagodziła ostrość prawd życiowych, obłaskawiała ślepy los, ciepło, pobłażliwie charakteryzuje bohaterów.

    Ale przede wszystkim miłość uszlachetniała tu prozę życia, osładzała jego mordęgę, oswajała przypadkowość, paradoksalność. Uwznioślała niedoskonałego człowieka, który w swej nieporadności, ułomności z trudem wyraża swoje prawdziwe uczucia, z wielkim wysiłkiem walczy o wzajemność, zainteresowanie, spełnienie. I mimo porażek, wynikających z błędnych wyborów,  stosowanych środków, które srodze zawodzą, próbuje nadal zdobyć wybrańca. Skupiała na tym, co najważniejsze-wydobywała i wyrażała głos wewnętrznego piękna, dobra, niewinności, płynący z głębi duszy, prostego serca, swojej natury.

    W operze najważniejsza jest muzyka i popisy wokalne śpiewaków. Te nie zawodzą. Zdumiewają melodyjnością, kunsztem i energią. Wykonawcy zaskakują doskonałą grą aktorską, kondycją, sprawnością. Urocza, delikatna, piękna jest wstydliwa ponad miarę niewinnie subtelna Artemisia Pauliny Tuzińskiej,  która nie potrafi skutecznie wyznać uczuć swojemu opiekunowi, Trespolo Andrzeja Lenarta, człowiekowi mało atrakcyjnemu, znacznie od niej starszemu, którego kocha raczej jak ojca, choć sobie tego nie uświadamia. Artemisia wzrusza, zaskakuje, pięknie daje nam poznać śpiewem skalę przeżywanych uczuć. Na szczęście, o paradoksie!, Trespolo  kocha bez wzajemności intrygującą, drapieżną, wyrazistą Despinę Marty Huptaś.  Najbardziej znacząco zwraca uwagę zakochany w Artemisii czarujący, liryczny Nino Rafała Tomkiewicza.  Przejmujący, zdolny kontratenor- raz zabawny, beztroski Arlekin, na koniec smutny, tragiczny Pierrot. Przechodzący zdumiewającą osobowościową metamorfozę Ciro Magdaleny Pikuły/kobieta grająca rolę męską/ i bardzo ciekawa, pełna pretensji do korzystania z uroków życia niania Simona, grana brawurowo przez Mikołaja Zgódkę/mężczyzna w roli żeńskiej/ sprawiają, że tożsamości bohaterów są nieoczywiste, narracja jest przewrotna, intrygująca, niejednoznaczna i znajomo współczesna.

    Miesza się w tym spektaklu wysokie z niskim. Godzi, współistnieje. Przenika. Daje do zrozumienia, że takie jest życie, świat, człowiek. Losy jego. Reżyser Paweł Paszta doskonale podkreślił te sprzeczności, które się w swej istocie dopełniają: iluzję i real, scenę i kulisy, aktorów asystujących obok występujących, smutek i radość, młodość i starość, miłość i powinność, nowoczesność i tradycję, przygotowania do wystawienia opery i jej ostateczny kształt sceniczny. Dzięki zbiorowej symbiozie artystycznej, zjednoczeniu sił twórczych pięknie na powrót zaistniała ta zapomniana przez 250 lat opera. Szkoda, że tak krótko będzie wykonywana w Collegium Nobilium. Śpieszcie się ją zobaczyć, bo bardzo jest udana, zabawna. Pieczołowicie, profesjonalnie przygotowana, z młodzieńczą fantazją i werwą wykonana. Emocjonuje i elektryzuje zachęcając do głębszego zainteresowania sztuką operową.  Przekonajcie się osobiście. Powodzenia:)

 

TRUBADUR

 

Wspaniałe wydarzenie i wspaniale odkopane przez Instytut Opery dzieło Alessandra Stradelli „Il Trespolo tutore”, w doskonałej, stylowej reżyserii Pawła Paszty, w zwariowanych kostiumach Marty Kodeniec, pod kierownictwem muzycznym Andrei de Carlo.

Muzyka skrzy się i płynie, młodzi śpiewacy nie zawiedli, wokalnie i scenicznie są świetni, wszystkie role są duże, wszystkie doskonale obsadzone, wyróżniłbym najbardziej Rafała Rafał Tomkiewicz – countertenor (Nino) i Paulinę Tuzińską (Artemisia). Kolejna obsada dziś!

Niech żyje opera „prebaroku”! Viva Stradella!

Wojciech Giczkowski